Halving bitcoina ma efekt szokowy na jego podaż. Powoli narastający deficyt przez następujące ~18 miesięcy wywołuje presję na wzrost ceny. Halvingi w latach 2012 i 2016 spowodowały bańkę w następujących po nich latach, a tegoroczny jest na dobrej drodze do wywołania podobnego efektu.

Na czym polega halving? Jest to proces, podczas którego liczba bitcoinów generowanych przez sieć zostaje zmniejszona o połowę, co oznacza, że górnicy otrzymują ich o połowę mniej. Podaż zostaje w 50% ucięta, lecz popyt pozostaje taki sam.

Co miesiąc, popyt netto przenosi do długoterminowych inwestycji dwa razy większą liczbę bitcoinów niż górnicy są w stanie w tym samym czasie wydobyć. Zasoby bitcoinów „dostępnych do sprzedaży” na giełdach kurczą się, ale skumulowany wpływ wciąż jest niewielki.

Deficyt staje się coraz bardziej znaczący. Ponieważ popyt jest teraz dużo większy niż podaż, cena szybuje w górę. Na typowym rynku powoduje to wzrost w produkcji zasobów oraz zwiększoną sprzedaż ze strony posiadaczy.

Górnicy nie mogą zwiększyć produkcji, ale inwestorzy zaczynają sprzedawać swoje zasoby. Jednak ze względu na cechy Bitcoina jako aktywa inwestycyjnego, ponad 99% ludzi nie ma jeszcze znaczących pozycji na BTC, a wzrost cen również przyciąga zainteresowanie i zwiększa popyt.

Wraz ze wzrostem entuzjazmu popyt rośnie szybciej niż gotowość długoterminowych inwestorów do sprzedaży. Powoduje to gwałtowny wzrost tempa kumulacji deficytu, przyspieszając wzrost cen.

Następnie rozpoczyna się faza bańki spekulacyjnej, która kończy się dopiero gdy gotowość długoterminowych inwestorów do sprzedaży przerasta popyt, przez co cena reguluje się do niższego poziomu.

Tak halving napędza ~18 miesięczne paraboliczne wzrosty kursu. Oczywiście, cały proces spowija też szum dużej ilości innych mniejszych czynników, jednak tak to wygląda u podstaw.