Blockchain w ostatnich latach stał się marketingowym wytrychem, który z biegiem czasu ulega totalnej transformacji pojęciowej. Obecnie dla każdego oznacza w praktyce co innego. Powoli zauważamy próby przedefiniowania tego pojęcia i podciąganie różnego typu projektów pod hasło blockchain. Jest to o tyle nie fair, że osoby niezorientowane nie będą w stanie ocenić, że system, który ktoś klasyfikuje do rozwiązań opartych o blockchain, tak na prawdę nie ma nic wspólnego z dojrzałymi, zdecentralizowanymi i otwartymi protokołami jak Bitcoin.

Trzeba pamiętać, że Blockchain to tylko fragment układanki, który spełnia swoje zadanie jako narzędzie do osiągania konsensusu i zaufania w otwartych sieciach. Blockchain jako struktura danych sam w sobie jeszcze niczego specjalnego nie oferuje. Dopiero w połączeniu z ogromnym efektem sieciowym, decentralizacją, odpowiednim algorytmem konsensusu (np. dowód pracy), jakościowo mogą zapewnić integralność danych przechowywanych w różnego typu bazach danych.

O ile sam Bitcoin Blockchain nie nadaje się do składowania dużych ilości danych ze względu na koszt, tak już znaczniki i podpisy przechowywane w łańcuchu bloków Bitcoin są świetnym certyfikatem zaufania dla danych przechowywanych w rozproszonych bazach danych.

Dla ścisłości Blockchain to nie protokół, ale jedynie struktura danych. To co jest rewolucyjne to owszem protokół potrafiący zapewnić konsensus w otwartej rozproszonej sieci odnośnie wspólnej wersji rzeczywistości. Największą wartością cechuje się ten protokół (i w konsekwencji blockchain, który na jego podstawie powstaje), który jest w stanie zapewnić integralność w sposób niezaprzeczalny, akceptowalny przez największą grupę interesariuszy.

Takim protokołem głównie ze względu na efekt sieciowy jest aktualnie bitcoin. Jedną z podstawowych cech jest jego tolerancja na tzw. problem “bizantyjskich generałów”, czyli problemu uzgadniania wspólnej wersji prawdy przy braku zaufania między interesariuszami. Aktualnie wśród setek alternatyw nie ma kandydata, który mógłby zagrozić jego pozycji pod tym względem. W przypadku występowania “pewnej dozy braku zaufania”, zamknięte łańcuchy nie są w stanie zapewnić na dłuższą metę tej integralności, a już na pewno nie będą budzić zaufania z punktu widzenia zewnętrznych podmiotów.

Podsumowując jeżeli ktoś posługuje się terminem Blockchain, prawdopodobnie bardzo ciężko przez gardło przechodzi mu skojarzenie ze zdecentralizowaną globalną walutą. Natomiast w praktyce w kontekście niezaprzeczalnego źródła informacji powinien mieć na myśli dzisiaj właśnie sieć Bitcoin.

Wszelkie projekty, które deklarują oparcie w Blockchain ostatecznie muszą zakotwiczać swoje dane w globalnej otwartej sieci. Przykładem takiego podejścia jest np. rozwiązanie tworzone przez Blockstack, w którym to rozproszona baza danych potwierdza wszystkie składowanej w niej obiekty podpisami na bitcoinowym łańcuchu, gwarantując w ten sposób integralność danych.

Popularne ostatnio określenie "technologia blockchain" jest jednak w większości przypadków niczym innym jak przejawem kultów cargo wynikającym z niezrozumienia istoty problemu, albo zwykłym marketingowym zabiegiem mającym na celu sprzedaż wejściówek na konferencje, eksperymentalnego vaporware spanikowanym ostatnio instytucjom bankowym, czy pozyskanie wsparcia funduszy VC.