USA czują się usprawiedliwione grożąc banem TikTok'a o ile ten się nie sprzeda amerykańskim inwestorom jak Microsoft, przecież Chiny banują praktycznie każdą apkę społecznościową, która nie jest stworzona w Chinach. Dlaczego inne kraje nie miałyby robić w odwecie tego samego? Jeżeli Chińczycy chcą działać na obcych rynkach powinny się tak samo otworzyć na zagraniczne firmy technologiczne.

Jednak to co robi USA w sprawie TikToka to niebezpieczny precedens, który może ubić Internet jaki znamy umożliwiający wymianę informacji globalnie bez barier. Przed TikTokiem tylko państwa typowo totalitarne decydowały się na szantażowanie firm technologicznych koniecznością wejścia lokalnych powiązanych z państwem inwestorów. Alternatywą była blokada możliwości działania. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że Uber musiał sprzedać swoje udziały w Rosji i Chinach lokalnym inwestorom.

Kolejny problem to legitymizowanie taktyki wymuszeń, która używana była tylko przez autorytarne rządy na świecie. Przez lata USA było postrzegane jako obrońca wolnego handlu i wolności słowa. Teraz jednak kiedy Chiny zaczęły wypierać USA w handlu międzynarodowym, USA przestały czuć się w obowiązku chronić kultywowanych wcześniej idei. Jest to smutne, ponieważ większość ludzi na świecie nadal chciałoby żyć w świecie globalnej internetowej wioski.

W zeszłym tygodniu Turcja wdrożyła kilka ustaw ograniczających działania serwisów społecznościowych. Kilka lat temu USA miałyby moralne podstawy krytykować takie działania powołując się na wolność słowa i wolny handel. Dzisiaj USA byłyby obśmiane. Już widać kroki kolejnych państw, które na kanwie TikTok'a zamierzają ograniczać funkcjonowanie globalnej sieci. Wkrótce każdy większy kraj powołując się na "bezpieczeństwo narodowe" będzie miał pretekst do fragmentacji międzynarodowych firm technologicznych. O ironio, to amerykańskie firmy jak Facebook i Google mogą na tym stracić najwięcej.