Ceny paneli słonecznych idą w górę po raz pierwszy od wielu lat, a to przez rosnący koszt polikrzemu. Jeśli przemysł fotowoltaiczny nie poradzi sobie z problemem Sinciangu, może to być dopiero początek.

Polikrzem jest kluczowym surowcem do produkcji energii słonecznej. Rdzeń panelu słonecznego to jego cienki plasterek. Około 45% światowego polikrzemu pochodzi z Sinciangu, a trzech z czterech z jego największych producentów rzekomo ma powiązania z przymusowym wykorzystywaniem mniejszości Ujgurskich do pracy.

Obecne ceny polikrzemu osiągnęły poziom z 2012 roku. Utrzymujące się wysokie ceny (do 450 USD/kg) polikrzemu w latach 2000 były prawdopodobnie głównym powodem, dla którego nikt wtedy nie spodziewał się, że energia słoneczna może stać się tania.

Źródło: PVInsights, Bloomberg

Ceny wciąż są o wiele niższe, a obecne podwyżki cen nie będą wystarczające, aby zniweczyć korzyści energii słonecznej. Na takim poziomie cenowym nawet duży wzrost z kwartału na kwartał ma znikomy wpływ.

Sądząc po ogromnej ilości przepustowości która powstawać będzie w ciągu najbliższych kilku lat, bardzo prawdopodobne jest, że zobaczymy nadmiar polikrzemu w 2023 r. i ponownie gwałtowny spadek ceny.

Dziką kartą w tej sytuacji jest Sinciang. Znajduje się tam około jedna trzecia podaży polikrzemu, i pomimo dość łagodnego oświadczenia ze strony G7, z dnia na dzień słusznie rośnie presja na usunięcie chińskiej pracy przymusowej z łańcucha dostaw energii słonecznej.

W Stanach Zjednoczonych służba celna ma za zadanie działać w tej sprawie, a przez Kongres przechodzi osobny projekt ustawy zakazujący importu produktów związanych z łamaniem praw przez Sinciang.

Jednym z łatwych rozwiązań byłoby utworzenie dwóch oddzielnych łańcuchów dostaw: jednego certyfikowanego jako wolnego od pracy przymusowej dla rynku eksportowego, drugiego dla rynku krajowego Chin, który obejmuje już około połowę światowych instalacji słonecznych.

Pytanie brzmi, czy chińskie firmy zgodzą się poświadczyć swój status zwolnienia z pracy przymusowej. To wymaga od nich przyznania, że praca przymusowa istnieje, co może doprowadzić do dużego zawirowania w polityce.

Dodatkowo, szanse na to, że chińskie władze pozwolą na prawdziwie niezależne audyty łańcucha dostaw, są niezwykle niskie. Jednak bez wiarygodnego audytu twórcy systemów fotowoltaicznych mogą mieć trudności z certyfikacją swoich produktów jako wolnych od pracy przymusowej.

W tym momencie w zasadzie niemożliwe jest usunięcie Sinciangu z łańcucha dostaw energii słonecznej, ponieważ wiązałoby się to z ogromnymi i wieloletnimi zakłóceniami, które mogłyby poważnie wpłynąć na cele klimatyczne.

Jesteśmy więc zależni od chińskiego rządu, który nie przyzna się do tego, co robi w Sinciangu i jest głęboko wrogo nastawiony do zagranicznej krytyki, do zgodzenia się na ustanowienie ram umożliwiających obcokrajowcom bez łatwej alternatywy kupowanie produktów w sposób podważający ich politykę w Sinciangu.

Nadzieja jest nikła, kiedy weźmiemy pod uwagę co działo się w ostatnich latach w Honkongu, nie jest to jednak całkowicie niemożliwe. Chiny mogą zarobić na tym więcej zagranicznych pieniędzy, plus korzyści dyplomatyczne, jeśli Pekin ugnie się w tej kwestii, zamiast przedkładać swoją zdolność do zmiażdżenia sprzeciwu w Sinciangu ponad wszystkie inne względy.