Kiedy pieniądz umiera: W Wenezueli fryzjer kosztuje 5 bananów i 2 jajka

Dla gospodarki Wenezueli wejście do raju socjalistycznego nie przebiegło zgodnie z planem: w rzeczywistości, zgodnie z reżimem Maduro, kraj z największą na świecie rezerwą ropy naftowej w jakiś sposób odwrócił kurs i rozbił się w każdym kręgu piekła gospodarczego, a teraz jego hiperinflacja sprawiła, że jedyne co pozostało to barter.

Jak wyjaśnia Fabiola Zerpa w ramach fascynującego cyklu "Life in Caracas" Bloomberga, obserwując zapaść gospodarczą i społeczną w czasie rzeczywistym, w Wenezueli nowa fryzura kosztuje teraz 5 bananów i 2 jaja.

Wymiana parking-za-bagietkę

"Miałem czas jednak jak zwykle brakowało boliwarów. Pracownik obsługi parkingu, gdzie płatność przyjmowano tylko w gotówce, miał trochę gotówki, ale nie mógł opuścić posterunku, podczas gdy pobliska piekarnia wystawiła jego ulubiony chleb na sprzedaż. Dokonaliśmy więc deal’u: On pozwolił mi zostawić samochód, a ja wróciłem z extra bochenkiem nabytym kartą debetową.

Tak postępujemy w naszej rozpadającej się gospodarce. Jeśli ktoś ma dużo jednej rzeczy, a zbyt mało innej, można dojść do porozumienia. Wymieniłem mąkę kukurydzianą na ryż z przyjaciółmi z liceum, jaja na olej z moją szwagierką. Sprzedawcy uliczni również wymieniają się, biorąc np. Kilogram cukru jako zapłata za mąkę. Istnieją strony na Facebooku i grupy chatroomów poświęcone zamianie wszystkiego - od pasty do zębów po preparaty dla niemowląt.

Fryzjer na wsi tnie włosy za jukki, banany lub jajka. Moto-taksówkarze zabiorą Cię tam gdzie trzeba za karton papierosów. Właściciele jednej z moich ulubionych meksykańskich restauracji oferują talerz burritos, enchiladas, tamal i tacos w zamian za kilka paczek papierowych serwetek. W fast foodzie w pobliżu mojego biura, facet pracujący w rejestrze pozwolił mi odejść z kurczakiem, ryżem i warzywami na wynos, nie płacąc za kolejny dzień, polegając na mojej obietnicy powrotu z 800 000 boliwarami.

Takie działania polegające na zaufaniu były niespotykane jeszcze kilka lat temu. Dobroczynność jest również czymś nowym. Nie dorastałem w tradycjach związanych z rozwozicielami żarcia w puszkach i wolontariatami, które są powszechne w USA. Teraz rodzice ze szkoły moich dzieci zbierają ubrania dla biednych, a sąsiedzi zbierają zabawki do szpitala dziecięcego. Moja przyjaciółka Lidia, prawniczka zajmująca się prawami majątkowymi, dostarcza domowej roboty zupę bezdomnym.

Lubię myśleć o tym wszystkim jako o szlachetnym wyrazie solidarności, jako o dowodzie przyzwoitości moich caruksquenos w czasie oszałamiających braków podstawowych dóbr i eksplodującej inflacji. Wiem, że w większości przypadków motywacją jest konieczność, a nawet desperacja. Ale to w porządku. Przekazanie tej świeżo upieczonej bagietki pracownikowi parkingu sprawiło, że obaj się uśmiechnęliśmy, choćby na sekundę."

źródło: zerohedge.com / grafika: Wikimedia Commons